8. wrz, 2020

Próba "Przygód Tomka Sawyera". Pierwszy pełny przelot.

Na scenie naprawdę tłoczno. Jeszcze dwa tygodnie do premiery, a juz naprawdę pachnie spektaklem. Piosenka goni piosenkę. Huck wręcz rozwala wokalem. Tomek rozbawia swą naiwną młodzieńczością. Wszystko jeszcze takie świeże, kulawe, niepewne ale...juz widać spektakl. Lubię ten moment, kiedy jest już tak dużo, a kiedy jeszcze tyle brakuje. I gdy widać, jak z próby na próbę ekipa pokonuje mile, góry i pagórki, rzeki, dekady. Kiedy skaczą z poziomu na poziom. A każdy skok trudny, bo w górę.

Na widowni Krzysztof Materna, bardzo spokojny, opanowany. Kasia Sankowska, skupiona, z laptopem na kolanach, rysująca w głowie wszystko to czego jeszcze brakuje, kostiumy, dekor, videoprojekcje. Ona już to widzi. Tego jej dziś zazdroszczę. Łukasz Damrych - ależ zrobił piękne dźwięki do tego przedstawienia. Aż dreszcze przebiegają po plecach. Miedzy kulisami i rzędami na widowni uwija sie Bartek Dziuba, rejestrujący to co najciekawsze, ten proces tworzenia, powstawania, teatralnego luzu i zakulisowego brudu. Na to zawsze brakuje czasu i środków. Może tym razem uda się to uchwycić.

Wszystko dziś takie bardzo smakowite...a jeszcze całe dwa tygodnie. Szykuje się prawdziwa uczta.

18. lip, 2020

Mój pierwszy spektakl po epidemii grany z widownią. "Pan Tom buduje dom" wg. Stefana Themersona, ze scenografią Maćka Szymanowicza w wersji plenerowej i na dużej scenie podczas Letniego Ogrodu Teatralnego w Katowicach. Na scenie aktorzy Teatru Ateneum w Katowicach. Dziękuję całej ekipie aktorskiej, realizatorskiej za robotę i Małgosi Langier za zaproszenie. Bardzo mi się ten DOM podoba. Zdjęcie Jeremiego Astaszowa, który uganiał się z aparatem podczas pokazu. Więcej zdjęć z wydarzenia w Galerii.

11. maj, 2020

Dziś bardzo ważne wspomnienie. Warsztaty z dziećmi i młodzieżą w południowo-wschodniej Turcji, w Mardin, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Syrią. To jedna z tak zwanych przygód życia, a jednocześnie drzwi do wielu kolejnych przygód. Po skończonej robocie i pokazach warsztatowych w centrum miasta udało nam się wyskoczyć do Hasankeyf, miejsca którego dziś już prawdopodobnie jest pod wodą. A do tego wzruszające spotkanie w jaskini miejscowego poety, który z powodu niespełnionej miłości i złamanego serca przez kilka lat mieszkał samotnie w górach, nie schodząc do wioski a potem zaczął pisać wiersze. Jeden z wierszy nam wyśpiewał. Do dziś ściska za gardło. / Today a very important memory.Our workshops with children and youth in south-eastern Turkey, in Mardin, just a few kilometers from the border with Syria. This is one of the so-called life adventures, and at the same time the door to many next and next adventures. After finishing workshops and final presentation in the center of old town, we managed to jump to Hasankeyf, a place that is probably already underwater today. There was also a touching meeting in the cave of a local poet who, because of unfulfilled love and broken heart, lived alone in the mountains for several years without going down to the village. When he returned he desided to writing poems. One of the poems sang to us. This memory still squeezes the throat.

10. maj, 2020

To akurat nie o mnie. Ja swoją edukację przetrwałem. Lub raczej odbyłem swój obowiązek szkolny. A teraz edukuję się sam, a czasem, jak nadarzy się okazja edukuję też innych. Bez metody. Może czasem korzystając z tzw." metod", ich fragmentów, traktując je jako inspiracje a nie jako zasadę. Przygotowując się teraz symultanicznie do kilku projektów, teatralnych, artystycznych, społecznych i edukacyjnych właśnie co chwile otwierają mi się nowe furtki, klapki i okienka. Za to kocham internet.
Przeglądając książki na półce wpadła mi w ręce książka Andre Sterna "Zabawa". Połknąłem ją w dwa wieczory (ale to nie jest wyczyn, jest po prostu niezbyt obszerna). Przy okazji dużo myślenia, nowych źródeł. Duuużo nowych pomysłów ale też analizowania i w jakiś sposób nazywania tego co już poznałem, zrobiłem. Ta filozofia edukacji i rozwoju Sternów jest bardzo bliska tego co lubię w teatrze lalek, w teatrze przedmiotu, w teatrze dla młodego widza.
Znalazłem tam piękny cytat z Geralda Huthera o tym, że dziecięcy mózg buduje się i rozwija dzięki zachwytom. Podobno dziecko w ciągu dnia zachwyca się od 20 do 50 razy dziennie. To jak samo dopping. Tylko szkoda, że tak mało tych zachwytów zauważamy i pielęgnujemy. I dlaczego ich coraz mniej gdy człowiek dorasta.
Andre Stern nie chodził do szkoły. Uczył się i rozwijał w systemie domowym pod okiem rodziców. Czy miał jakiś program do ogarnięcia? Nie. Cały program bazował właśnie na ciekawości i zachwycie. Dziś Andre jest lutnikiem, pedagogiem, pisarzem, dziennikarzem i zna kilka języków. I gdzie klucz? W szacunku do małego człowieka. Ale o tym więcej w książce / książkach (POLECAM!).

Zabawne, że te tropy i klocki, które pojawiają się teraz w mojej edukacji i rozwoju bardzo pasują jeden do drugiego. To na przykład taki detal, że wydawnictwo, które publikuje wszystkie książki Sternów i innych pedagogów, których ostatnio śledzę jest z Gliwic. Po sąsiedzku. Lubię takie zbiegi okoliczności.

Zanurzając się w kolejne zdania i opowieści Sternów przypomniała mi się wizyta (przypadkowa, nie mieliśmy gdzie nocować ) w domu Peta i Rii w Mozambiku w Parku Gorongoza. Pete i Ria (Afrykanerzy) osiedlili się w środku dżungli kilka lat wcześniej. Zbudowali sobie dom - siedlisko, chodź nie wiadomo było do końca gdzie kończy lub zaczyna się dom a gdzie zaczyna dżungla. W domu urządzona była szkoła (na zdjęciu). Czwórka dzieci Peta i Rii nie chodziła do szkoły, uczyli ich rodzice. Trochę z powodu odległości do najbliższej szkoły a trochę z filozofii życia. Dzieciaki raz w miesiącu jeździły do miasta zdawać egzaminy. Teraz cała czwórka to już dorośli ludzie. Przez chwilę miałem na języku pytanie do Rii: a co z ich przyszłością? co gdy będą chciały uczyć się na uniwersytetach? Ale po chwili odpowiedziałem sobie sam: na uniwersytetach? ale gdzie? w Lublinie? Te, wówczas nastolatki, mówiły biegle kilkoma językami, prowadziły ( i umiały naprawić) auto, pracowały w Parku Narodowym, zarówno przy zwierzętach jak też opiekując się turystami z całego świata. Do tego samodzielnie prowadziły grupy na fotograficzne safari i znały cały ten dziki świat w najmniejszych detalach. Nie miałem więcej pytań. Bardzo im wtedy zazdrościłem. I nawet był przez chwilę plan zamieszkać w buszu...

Coś z tych planów na pewno zostało, bo od tamtej pory udało się odwiedzić wiele takich miejsc w dżungli, na pustyni i innych odległych miejscach i wielu prowadzić właśnie warsztaty i projekty edukacyjne, teatralne czy społeczne czy po prostu być z ludźmi. Ale wrażenie tamtej domowej / leśnej szkoły bardzo zostało w głowie.
I na koniec, odnośnie Mozambiku, to był piękny czas na myślenie i na nudę oraz takie samorozczarowanie w głowie, że w takich miejscach jak Mozambik w niczym się nie przydam. Na szczęście to już za mną. Dziś hasło LALKARZE BEZ GRANIC piszę dużymi literami.

28. gru, 2019

Choć od naszego spotkania w Brukseli przy projekcie Orfeo i Majnun minęło już ponad półtora roku kontakt wciąż jest i to bardzo bliski. Na zdięciu Miriam Loyens, szalenie wrażliwa, niesamowicie utalentowana, jedna z uczestniczek moich warsztatów w Fundacji KAOS.

Although it has been over a year and a half since our meeting in Brussels on the Orfeo and Majnun project, the contact is still very close. Pictured: Miriam Loyens, extremely sensitive, incredibly talented, one of the participants of my workshop at the KAOS Foundation.